Logo
31
12.2016

Jaki był rok 2016 w Anuluj-Dług.pl?




Rok 2016 kończymy całkiem pięknym wynikiem. Obsługujemy już 1760 klientów, których reprezentujemy w 309 procesach sądowych w całym kraju. Naszym klientom udzieliliśmy już 1934 porady i przygotowaliśmy 5466 dokumentów. Anulowaliśmy już ponad 620 długów w wysokości od kilkuset do kilkuset tysięcy złotych. Każda sprawa – anulowanie długu – toczy się co najmniej 6 miesięcy i zależy wyłącznie od terminów wyznaczanych przez sądy. Najkrótsza nasza sprawa zmierzająca do anulowania długu trwała 4 miesiące. Najdłuższa jeszcze się nie zakończyła. 25 listopada obchodziliśmy pierwsze urodziny.

W 2016 roku Zespół Prawny Anuluj-Dług.pl pod kierownictwem adwokat Anny Stankiewicz-Malec brał udział w dyskusji na temat programu 500 +. To właśnie mec. Stankiewicz-Malec opracowała – jeszcze przed uchwaleniem tej Ustawy - projekt zmian do propozycji Ustawy, które miały zabezpieczać beneficjentów świadczenia przed zajęciem go przez komorników https://anuluj-dlug.pl/blog/post/anuluj-dlugpl-przedlozyl-rzadowi-projekt-jak-uchronic-srodki-z-programu-500-przed-zakusami-windykatorow-komornikow-i-banksterow. Co znamienne, projekt został przemilczany przez ministerstwo, ale rozwiązania zaproponowane przez naszą panią adwokat w dużej części weszły ostatecznie w życie. I tu ciekawostka – pomogli komornicy https://anuluj-dlug.pl/blog/post/komornik-nie-moze-zajac-500. Wprawdzie przedstawili pomysły mec. Stankiewicz-Malec jako własne, ale koniec końców 500+ nie podlega zajęciu egzekucyjnemu, a o to przecież chodziło https://anuluj-dlug.pl/blog/post/500-czyli-rzad-dal-komornik-zabral-ale-o-co-chodzi.

Wielu naszych klientów poznało też na własnej skórze, że komornik to jeszcze nie koniec świata, że można się skutecznie bronić. Pokazaliśmy dobitnie, że nawet jeśli o komorniku dowiedziałeś się od swojego pracodawcy bo do firmy przyszło pismo o zajęciu wynagrodzenia, masz jeszcze szansę się wybronić i uporządkować swoje domowe finanse https://anuluj-dlug.pl/blog/post/o-dlugu-dowiedziales-sie-dopiero-od-pracodawcy-ktory-otrzymal-wlasnie-komornicze-zajecie-wynagrodzenia-mozna-to-odkrecic.  

Czytaj więcej ...

16
12.2016

Zanim weźmiesz świąteczny kredyt




A to paradne! Doradca z Open Finance radzi jak brać kredyty na święta. Doradca, ale czyj? Twój? A kto mu płaci, ty? Czy może Open Finance? Pomyśl, komu on doradza i dlaczego ma interes w tym, żebyś wziął kredyt, pierwszy, drugi, kolejny? Czyż to nie rozmaici doradcy, w tym także Open Finance doradzali kiedyś, żeby kupować polisolokaty i brać kredyty we frankach bo będzie lepiej, taniej i bezpieczniej? Pomijam już fakt, że kredyt na święta lub na świąteczne prezenty to nie jest dobry pomysł, żeby nie powiedzieć fatalny.

Piotr Parobiec z Open Finance pisze: Przy wnioskowaniu o kredyt konsumencki banki zazwyczaj wymagają od nas zaświadczenia o zarobkach, na które często musimy długo czekać, a sam pracodawca niechętnie je wystawia. Jakie mamy wyjścia awaryjne jeśli zależy nam na czasie? Najłatwiejszym sposobem na szybką gotówkę jest wyciąg z konta bankowego, na które przelewane jest stałe wynagrodzenie*.

Jak to rozumieć? Przede wszystkim nie ma powodu by zadłużać się na święta. Kredyty konsumenckie, gotówkowe lub zakupy na raty są wyjątkowo drogie i to właśnie te kredyty najczęściej są źródłem problemów. Działa tu bowiem pewien mechanizm, nazwijmy go „Aaa tam”, czyli święta za nami, kasa wydana, wszyscy szczęśliwi, zapłacę później bo teraz nie mam. I tak powstaje pętla zadłużenia. Nie należy brać kredytów na święta, a już na pewno nie należy brać kredytów na świąteczne prezenty. W zamian za to, przez cały rok odkładaj do skarbonki kwotę raty kredytu jaką musiałbyś płacić gdybyś kredyt wziął. Następne święta będą cuuuuuudowne. A jeśli jeden raz nie wrzucisz do skarbonki bo miałeś słabszy miesiąc, to nikt ci głowy nie urwie, nikt nie będzie wydzwaniał do ciebie 0 6 rano czy 22 wieczorem. Nikt nie będzie straszył sądem i komornikiem bo to twoje pieniądze, a nie pożyczone.

 

Zaświadczenie o zarobkach – bzdura

Szanowny pan Parobiec łże gdyż banki w amoku walki z konkurencją nie żądają już od klientów żadnych zaświadczeń o zarobkach do kredytów gotówkowych. No chyb, że mówimy o dziesiątkach tysięcy złotych, wówczas trzeba się liczyć z zaświadczeniami, zabezpieczeniami itd. Ale kredyt na 2-3 tysiące, 5 tysięcy a nawet więcej nie wymaga legitymowania się zaświadczeniem o zarobkach. I na tym polega uciecha, ale i problem. Radocha to dostępność kredytów na kiwnięcie palcem (pod warunkiem, ze wcześniej żaden bank czy inna firma nie porobiła wpisów na czarnych listach różnej maści), właściwie wszędzie, gdzie się tylko nie odwrócić. Kredyt gotówkowy lub zakupy na raty można wziąć wszędzie, także w hipermarkecie. Poza tym nic mi nie wiadomo by pracodawcy mieli jakieś opory przed wystawianiem zaświadczeń o wysokości zarobków na potrzeby kredytów. No chyba, że zatrudniają na czarno, ale o to inny temat, do innych rozważań. Czas oczekiwania na takie zaświadczenie może kiedyś był długi, kiedy każdy pracownik miał kartę wynagrodzeń prowadzoną ręcznie i nie było komputerów, czyli lata temu. Teraz księgowa klika w klawiaturę i wie. Pieczątka, podpis, gotowe. Ile to trwa? Niech nawet trwa cały dzień, to długo?

 

Wyciąg z konta

Skoro idziemy po kredyt do banku, to zdaje się, że bank wie ile zarabiamy, po co mu wyciąg? A, rozumiem, pan Parobiec wysyła nas do innego banku niż ten, w którym mamy rachunek, ale po co? Bo będzie taniej? Taki mi się wniosek nasunął. Po co zatem obcemu bankowi wyciąg z naszego konta? Zaraz wyjaśnię, ale najpierw kilka słów na temat sposobu sprzedawania produktów bankowych.

Banki mają w ofercie m.in. rachunki oszczędnościowo-rozliczeniowe (ROR-y), rachunki skarbonki (oszczędnościowe), kredyty odnawialne (trzeba mieć ROR) i debety w rachunku (też trzeba mieć ROR), lokaty, karty kredytowe, kredyty gotówkowe, hipoteczne i inne (np. samochodowe) oraz polisy na życie (spróbuj wziąć kredyt bez ubezpieczenia!), od utraty pracy, NNW (nieszczęśliwe wypadki) i każde inne (od inwazji obcych z UFO po atak zombi). Mają też polisolokaty (sport bardziej niż ekstremalny jedynie dla ludzi o wyjątkowo mocnych nerwach, nie polecam), plany inwestycyjne, programy emerytalne i czort jeden wie co jeszcze. I muszą to wszystko sprzedać!!! Tylko komu? Tobie sprzedadzą. A wiesz jak? Wróćmy do wyciągu z rachunku bankowego.

Na wyciągu bankowym znajdziemy wpłatę wynagrodzenia, czyli teoretycznie to co spodziewa się zobaczyć bank, ale nie tylko to.

Czytaj więcej ...

12
12.2016

Świąteczne pułapki handlowców




 

Grudzień to najlepszy miesiąc dla handlowców, a wręcz okres żniw. Gotowe zestawy prezentów, pachnące pierniki i choinki oraz „świąteczne” ceny mają zachęcać do zakupów. Niestety, niektóre promocje są pozorne, a sprzedawcy tylko czyhają na to, aby złapać nas w świąteczną pułapkę.


Gotowe zestawy produktów, na przykład kosmetyków z jednej linii czy kawy ze świątecznym kubkiem, wydają się być idealnym rozwiązaniem prezentowym dla osób ceniących sobie czas. Kuszą ładnym designem, ale może okazać się, że te same produkty kupione oddzielnie będą kosztowały mniej niż w zestawie. Producenci chcą w ten sposób złapać nas w pułapkę złudzenia optycznego. Wydaje nam się bowiem, że duże pudełko oznacza bogatą zawartość, ale dopiero po rozpakowaniu prezentu okazuje się, że produkty zajęły około 1/3 pojemności opakowania, a reszta to wypełniacze, czyli powietrze.

 

Dr Marek Borowiński, znany jako Shop Doctor, zdradza triki sklepów, przez które wydamy na prezenty więcej niż planowaliśmy.

- Duże opakowania pobudzają nasze ego obietnicą, że prezent, który kupujemy zostanie zauważony - tłumaczy Shop Doctor. - Producent osiąga podobny efekt do tego, który uzyskał Apple wprowadzając jako pierwszy białe, rzucające się w oczy, słuchawki. Tak samo my chcemy, aby prezent, od nas zwrócił uwagę innych, szczególnie podczas Świąt. Teoretycznie prezenty przynosi Mikołaj, ale zawsze mrugniemy okiem do szwagra, aby wiedział, że ta droga wyścigówka dla jego syna jest od nas. Wigilia to szczególny czas, bo widzimy się z ludźmi, którzy dla nas ważni i przed którymi chcemy się dobrze zaprezentować. Producenci to wiedzą, stąd też, aby podbudować nasze ego proponują nam wielkie opakowania, znane marki w niższych cenach czy kolekcje sygnowane nazwiskiem projektanta mody w popularnych sieciach - dodaje.


Kluczową rolę odgrywa cena. Końcówka 99 groszy to zabieg stary jak świat. Widzimy cenę 199,99 zł, wiemy, że to dwieście złotych bez grosza, ale nasz mózg na to nie reaguje, bo widzi jedynkę z przodu. I to działa. Czytamy od lewej strony do prawej, dlatego po pierwszej cyfrze aktualizujemy informację o cenie. Ale trikiem sklepowym, który jeszcze lepiej działa na konsumentów jest przecena. Wyraźny sygnał zakupowej okazji („było 499 zł, jest 399 zł”) skłania konsumentów do zakupu, choć czasem „stara” cena może być tylko przynętą, a produkt „debiutuje” na półce od razu w przecenionej cenie.

Czytaj więcej ...

04
12.2016

Raz, dwa, trzy… płać!




Ta ironiczna parafraza tytułu programu jednego z najsłynniejszych hipnotyzerów oddaje niestety metody stosowane przez windykatorów. Manipulują, zastraszają, nakłaniają do podejmowania niekorzystnych decyzji, nie informują o prawach… To tylko niewielki fragment przebogatej palety zagrywek jakich można spodziewać się po windykatorach. A kogo to dotyczy?

 

Konrad Olczak, radca prawny obsługujący klientów Anuluj-Dług.pl odpowiada na pytania o firmy windykacyjne i metody ich działania. Pytam także o to kto jest, a kto nie jest dłużnikiem i jaka jest różnica pomiędzy windykatorem a komornikiem. I oczywiście jaką rolę w tym błędnym kole pełni e-Sąd.

 

 

Zaryzykuję stwierdzenie, z którym może pan się zgodzić lub nie, że branża windykacyjna daje ogromne pole do nadużyć. Firmy windykacyjne z uporem godnym lepszej sprawy wdrażają co raz to nowe triki mające „uszczęśliwić” klienta czyli „pomóc spłacić długi”. Przykład to chociażby loteria: wejdź na naszą stronę, zarejestruj się i wygraj umorzenie spłaty twojego długu. A co jeśli tego długu w ogóle nie ma? Albo jest tak stary, że przedawnił się jeszcze zanim windykator położył na nim łapę?

 

Konrad Olczak: Branża windykacyjna nie jest wolna od nadużyć, to prawda. Dość powszechnym nadużyciem jest brak jakichkolwiek dokumentów potwierdzających istnienie zobowiązania finansowego i to nie tylko umowy pożyczki, ale chociażby dokumentów rozliczeniowych, dowodów księgowych czy chociażby faktur telekomunikacyjnych. Nie można zakładać, że jeśli jakaś firma twierdzi, że Iksiński jest mu coś winny to jest to prawda objawiona. Zawsze, każda wierzytelność musi być odpowiednio udokumentowana. Obowiązek przechowywania dokumentacji związanej z zobowiązaniem finansowym spoczywa w takim samy stopniu na wierzycielu jak i dłużniku. Dlatego próby wmawiania komukolwiek, że jest dłużnikiem są bezpodstawne jeśli ten dług nie jest należycie udokumentowany. Długi należy spłacać, to fakt, ale spłacać długi, a nie ”roszczenia” nazywane długami. Windykatorzy kupując tzw. dług od wierzyciela, dostają jedynie imię, nazwisko, adres, zazwyczaj już dawno nieaktualny, datę powstania zobowiązania i jego wartość pierwotną, bez względu na to, czy została spłacona czy nie. I nic poza tym. Windykator kupuje od wierzyciela – mówiąc w uproszczeniu – „tabelkę” z danymi osób i kwotami. Żadnych dokumentów potwierdzających powstanie zobowiązania, tak jakby ich nie interesowało czy ta wierzytelność naprawdę istnieje, czy jest wymagalna, czy nie była sporna lub nawet to, czy czasem nie była już spłacona. Jest to powszechna praktyka polegająca na konwalidowaniu roszczeń, czyli na „uzdrawianiu ich”. Zaczynają natychmiast nazywać zakupionych „szczęściarzy” dłużnikami, wmawiać im obowiązek spłacania długu „bo dług się spłaca” albo dla świętego spokoju wymuszać wręcz na nich podpisanie ugody – ponieważ tym sposobem zdobywają dowód, że ta osoba zobowiązała się do spłaty długu. Tym sposobem uzyskują spłaty bardzo wątpliwych zobowiązań, które nie istniały lub były spłacone prawidłowo.. Windykatorzy wymuszają – podstępnie – uznanie długu stosując perswazję, manipulację, często także zastraszanie i nękanie. Zadają podchwytliwe pytania np. „czy Pan teraz już wie że jest dłużnikiem” lub zachęcają do zapłaty tylko 7,50 zł by wykazać dobrą wolę do negocjacji. Gdy usłyszą „tak” – i nagrają, bo windykatorzy nagrywają każdą rozmowę – lub nakłonią rozmówcę do wpłacenia najmniejszej nawet kwoty, automatycznie uzyskują potwierdzenie istnienia całego długu traktując je jak podpisanie ugody. Co więcj, windykatorzy bazują na tym, że ich ofiary nie wiedzą, że od takiej ugody, zawartej pod przymusem, w wyniku błędu lub zawartej podstępnie można odstąpić nawet po kilku latach, o czym jasno mówi Kodeks cywilny.

 

Wspomniał pan o kupowaniu starych wierzytelności, bez względu na to czy zostały spłacone czy nie…

 

Tak, to jest metoda stosowana bodaj przez wszystkie firmy kupujące długi. Im starszy dług tym lepszy bo tańszy, a jest szansa, że przestraszony klient zapłaci kilkaset razy więcej niż pożyczył przed laty. Przypominam sobie dwa takie przypadki nadużyć, które szczególnie zapadły mi w pamięci. Pierwszy dotyczył dochodzenia spłaty całości pożyczki z roku 1993. Pozew złożono dopiero w 2016 roku, ale nie to jest największym zaskoczeniem. Może trudno w to uwierzyć, ale ta pożyczka była spłacona w terminie i to jeszcze – jakkolwiek dziwnie to brzmi – w poprzednim stuleciu. Wyglądało to tak, jakby bank niejako „hurtem” sprzedał rzekome roszczenie do funduszu sekurytyzacyjnego powołanego przez firmę windykacyjną. Mogło to wynikać z błędu człowieka lub z błędu systemu, nie ma to teraz znaczenia. Sprawa trafiła do sądu. Co do wygranej nie miałem wątpliwości ani przez chwilę i tak się właśnie stało. W tym wypadku było to tym łatwiejsze, że klient miał dowody spłaty pożyczki i to spłaty w terminie. To niewiarygodne, że tak długo przechowywał te dokumenty, a przecież wiele osób wkrótce po zapłacie ostatniej raty wyrzuca „zbędne śmieci” i zapomina o całej sprawie.

 

Czytaj więcej ...

07
11.2016

Mamy ponad 15 mln rachunków internetowych




Po II kwartale bieżącego roku, liczba aktywnych umów indywidualnych klientów bankowości interentowej po raz pierwszy przekroczyła 15 mln. W okresie kwiecień – czerwiec przybyło ich łącznie o 331 tys., a od początku roku – o 660 tys. – wynika z 23. edycji raportu NetB@nk przygotowanego przez Związek Banków Polskich i Pengab.

Na koniec czerwca 2016  banki miały podpisanych 31,5 mln umów z klientami bankowości internetowej. W II kwartale liczba ta zwiększyła się nominalnie o 687 tys. sztuk, czyli o 2,23 proc. w ujęciu kwartalnym i nieco ponad 12,5 proc. w ujęciu rocznym. Pomijając istotny, skokowy wzrost liczby umów w II i III kwartale 2015 r., kwartalna dynamika zmian w sferze obowiązujących umów bankowości internetowej od dłuższego czasu utrzymuje się na zbliżonym poziomie, nieprzekraczającym 2,5 proc. W ciągu trzech ostatnich okresów obserwujemy nieznaczne przyspieszenie w tej kategorii, jednak rynek powoli ulega nasyceniu i nie należy raczej spodziewać się spektakularnych zmian.

 

Ostrożnie z internetem

 

Zgodnie z danymi zebranymi w najnowszej edycji raporty NetB@nk, na koniec II kwartału 2016 było 15,2 mln. aktywnych klientów. To 48,2 proc. całkowitej liczby umów bankowości internetowej. Dynamika wzrostu w zakresie rachunków aktywnych od 3 kwartałów utrzymuje się na poziomie niemal identycznym jak w przypadku całkowitej liczby umów, co oznacza, że internetowy dostęp do nowych rachunków nie jest wykorzystywany natychmiast.

Czytaj więcej ...

03
11.2016

Sezon na (kradzioną) tożsamość




 

W III kwartale 2016 r. do Centralnej Bazy Danych Systemu Dokumenty Zastrzeżone trafiło aż 39,1 tys. dowodów osobistych, paszportów i praw jazdy. Statystycznie do bazy trafiało 425 nowych dokumentów dziennie. W tym czasie próbowano łącznie wyłudzić 64,8 mln zł – wynika z 27. edycji Raportu o dokumentach InfoDOK przygotowanego przez Związek Banków Polskich. Uważajcie na torby i torebki. Szczególnie dzisiaj – w drodze, i na cmentarzach.

 

Baza Systemu DZ wzrosła dokładnie o 39 119 szt. i zawiera obecnie 1 655 665 szt. dokumentów zastrzeżonych z powodu ich zagubienia lub kradzieży.

– Dane z Systemu DZ wskazują, że Polacy mają coraz wyższą świadomość potrzeby ochrony własnej tożsamości oraz narzędzi, które służą zabezpieczeniu się przed wykorzystaniem naszych danych do celów przestępczych – mówi Krzysztof Pietraszkiewcz, prezes Związku Banków Polskich. – Analizując szczegółowo liczby zastrzeżeń odnotowanych w III kwartale br. wiele wskazuje na to, że kilka tysięcy dodatkowych wpisów miało związek z informacją o rzekomym wycieku danych z bazy PESEL. W czasie 2-3 tygodni od pojawienia się tej informacji poziom zastrzeżeń był znacznie wyższy niż standardowo o tej porze roku – dodaje Grzegorz Kondek, Koordynator Kampanii Informacyjnej Systemu DZ.

 

Czytaj więcej ...

02
11.2016

FATCA1 od grudnia – możliwa blokada środków na koncie




 

Pamiętacie protesty przeciwko ACTA? Od 1 grudnia wchodzi część ustaleń związanych z ACTA, czyli umowy podpisanej między administracją USA i rządem Donalda Tuska. Banki, w związku z umową FATCA1, będą nam się bardziej przyglądać. Jeżeli ktoś jest lub był podatnikiem w Stanach Zjednoczonych, w oczach bankowców stracił prywatność. Jego wszystkie dane trafią do amerykańskiego fiskusa. A jeśli nie powiemy, czy jesteśmy, czy nie jesteśmy podatnikami amerykańskimi, bank zablokuje nam konto. Przed świętami.

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) w specjalnych komunikatach przypomina, że 1 grudnia mija termin na zidentyfikowanie wśród klientów instytucji finansowych działających w Polsce osób będących podatnikami w USA. Co to oznacza? Większość klientów banków i SKOK-ów będzie musiała złożyć oświadczenia o tym, czy są, byli, czy też nie są i nie byli, podatnikami w USA.

 

Obowiązek złożenia oświadczeń FATCA1, wynikający z umowy międzynarodowej zawartej między rządem Rzeczypospolitej Polskiej a rządem Stanów Zjednoczonych Ameryki oraz z wykonującej tę umowę polskiej ustawy, dotyczy niektórych klientów banków, spółdzielczych kas oszczędnościowo – kredytowe, towarzystw funduszy inwestycyjnych, domów maklerskich i zakładów ubezpieczeń.

Czytaj więcej ...

01
11.2016

Model inny, niż lichwa – Leasing z półksiężycem. Cz. 4




Bankowość islamska, którą przedstawiamy od ponad tygodnia staje się podstawą rozwoju gospodarczego nie tylko krajów bogatych w ropę naftową, ale również biednych państw jeszcze niedawno wypełniających definicję krajów Trzeciego Świata. Warto jest pamiętać, że aspirujące do stolic świata Dubaj, czy Rijad z otwartymi ramionami przyjmują zachodnie banki na arabskie ulice. Pod warunkiem, że te zrezygnują z lichwy i w ich krajach będą działać w oparciu o szariat. I co? Większość z powodzeniem działa zgodnie z zasadami bankowości bezodsetkowej.

 

 

Instytucja finansowa Atlantic Equities, banki HSBC i JP Morgan Chase to tylko wierzchołek finansowych gigantów z centralami na Wall Street, czy w londyńskim City, które zdecydowały się na otwarcie filii i oddziałów na Bliskim Wschodzie. I właśnie tam prowadzą działalność, która w sposób oczywisty kłóci się z ich core businessem – nie sprzedają instrumentów finansowych (choć umożliwiają zakup takich najbogatszym Arabom, lecz jedynie w centralach, poza granicami krajów arabskich), nie udzielają kredytów i pożyczek na wysoki ani niski procent, nie oferują również oprocentowanych lokat. Każdy z nich wchodząc na Bliski Wschód zatrudnia obowiązkowo arabskiego bankiera, który oprócz rynku i lokalnych oraz regionalnych zależności zna system bankowości islamskiej. Bankowości, która w przeciwieństwie do tej zachodniej, bierze swoje korzenie z zasad religijnych i jest… po prostu etyczna.

 

Wszędzie tam, gdzie pieniądz przestaje być towarem oraz podmiotem transakcji społeczeństwa ewoluują w taki sposób, że bez nadmiernej czapy prawnej jednostka czuje się ważna i spełniona. Pisaliśmy o tym w pierwszej części cyklu poświęconego islamskiej bankowości oraz jej głównym zasadom – Riba i Mudarabha.

 

W kolejnych omawialiśmy podstawowej instrumenty finansowe stosowane w bankowości indywidualnej i korporacyjnej, czyli Kard Hasan i Murabaha.

 

Dzisiaj do zachodnich rozwiązań w bankowości, finansowaniu i biznesie porównamy dwa kolejne instrumenty – obecne wyłącznie w kontaktach przedsiębiorców z inwestorami oraz bankami – Ijarah (Idżara) oraz Musharaka.

Czytaj więcej ...

31
10.2016

Okiem bankowca: Portfel żaka




 

1000 zł – to minimalny koszt utrzymania studenta w Polsce, chociaż koszty te są znacznie większe, jeśli akademik zamienimy na kawalerkę, a uczelnię publiczną na prywatną. Jak utrzymują się studenci? Jak wynika z raportu ‘Portfel Studenta’ przygotowanego przez Związek Banków Polskich, w dużej mierze koszt utrzymania żaka spoczywa na rodzicach, jednak jak pokazują badania, zdecydowana większość studentów w Polsce podejmuje pracę lub płatne staże jeszcze w trakcie trwania studiów.

 

 

Poza wsparciem rodziców i wynagrodzeniem studenci mogą liczyć także na stypendium naukowe lub socjalne. Z pomocą przychodzą również banki, które coraz częściej personalizują swoje produkty pod kątem rzeczywistych potrzeb studentów.

Największą pozycją w budżecie studenta jest opłata za przysłowiowy ‘dach nad głową’ – najniższa miesięczna stawka za łóżko w domu studenckim wynosi 235 zł, jednak pokój w akademiku największych polskich uczelni może kosztować nawet 730 zł. W podobnych cenach można wynająć pokój w większości miast w Polsce, zaś kawalerka to już koszt powyżej 1200 zł. Drugą pozycją w budżecie jest wyżywienie – w barze mlecznym możemy zjeść dwudaniowy obiad już za ok. 13 zł. Do tego dochodzą koszty skryptów, pomocy naukowych, komunikacji miejskiej, wyjścia do kina, czy na miasto…

Czytaj więcej ...

30
10.2016

Model inny, niż lichwa – Murabaha! Można? Można. Cz. 3




 

Masz pomysł na handel? A co gdybyś mógł zlecić bankowi zakup towaru dla siebie tylko za obietnicę odkupienia go po cenie powiększonej o marżę, lub połowę twojego zysku? Oczywiście towar odbierasz od razu, a spłacasz po sprzedaży. To kolejny element gospodarki bezodsetkowej z powodzeniem stosowanej w krajach islamskich. Oparty na szariacie system finansowy odpodmiotowuje pieniądz stawiając w pierwszej kolejności na dobro lokalnej społeczności i lokalnych przedsiębiorstw.

 

Jak wygląda bankowość islamska? W pierwszej kolejności jest to bankowość oparta na jednej z głównych ekonomicznych zasad koranicznych – na zakazie wprowadzania odsetek od kredytów i pożyczek. I choć na pierwszy rzut oka wydaje się to średnim interesem dla instytucji bankowych – w zachodniej cywilizacji żyjących z odsetek właśnie – islamskie banki mają się nie najgorzej. Wprost przeciwnie, jak nigdy do tej pory zapowiadają gigantyczną ekspansję na Zachód i do Chin, gdzie społeczeństwa powoli otwierają się na modele finansowe ponad pieniądzem stawiające człowieka, rodzinę i firmy, dzięki którym rozwijają się lokalne społeczności.

O tym, w jaki sposób islamscy bankierzy prowadzą swój etyczny biznes pisaliśmy w pierwszej części cyklu Model inny, niż lichwa (Moralność w finansach). Zaś to, jak bankierzy spod znaku półksiężyca wybrnęli z groźby niespłacalnych kredytów, mając za nakaz pożyczanie również tym, którzy w normalnych warunkach nie byliby w stanie spełnić nawet ułamka zdolności kredytowej pokazaliśmy w drugiej części (Zamiast jałmużny).

Dzisiaj pochylmy się nad biznesem – szczególnie tym małym i średnim – któremu z pewnością byłoby znacznie trudniej na coraz bardziej konkurencyjnym i globalizującym się rynku, gdyby nie złota zasada Murabaha, dzisiaj będąca jednym z podstawowych instrumentów finansowych w świecie islamu.

Czytaj więcej ...